Po dwóch tygodniach diety kopenhaskiej (z czego dwa pierwsze dni były naprawdę ciężkie, łącznie z bólem głowy przez całą pierwszą noc) wynik był na tyle zachęcający (- 7), że postanowiłem pójść za ciosem i przejść na outsourcing żywienia przez zewnętrznego dostawcę (pochwalę na blogu, jak nie zaliczą wtopki przez najbliższe cztery tygodnie). Codziennie rano torba jedzenia na cały dzień. Ku mojemu szczeremu zaskoczeniu, 1000 kcal może oznaczać całkiem sporo różnorodnego jedzenia, którego czasem nie jestem w stanie przejeść (dieta kopenhaska pozostawiła po sobie zdecydowane zmniejszenie potrzeb).
Żeby się dodatkowo pogrążyć, zacząłem wstawać o 6:00 i wychodzić na pół godziny na rower :), raz w tygodniu na squasha (drugie wyjście i od razu kontuzja, pół tyłka mi urwało), no i katuję się szóstką Weidera.
Wytrzymałem w sumie miesiąc, gubiąc już prawie 9 kg (szczegóły z opomiarowaniem naprofilu na odwazsie.pl, którego jeszcze się nie odważyłem upublicznić).
Przede mną następne zakontraktowane cztery tygodnie diety, z przerwą na tygodniowe wyzwanie w postaci wyjazdu na święta.
A pomyśleć, że w szkole średniej ważyłem 84 kg, przy tym samym wzroście...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz