21 stycznia 2009

polonia maior rex - czyli wentyl pracowy

Z uwagi na związek sytuacji z prawdziwymi wydarzeniami, posłużę się parabolą. I szmoncesem.

Otóż w przedwojennym małym miasteczku ma dojść do zaślubin pomiędzy młodymi wyznania mojżeszowego. Negocjacje trwają, rodziny oblubieńców wychodzą z kolejnymi kontrpropozycjami, młodzi uśmiechają się do siebie rzewnie i patrzą na się słodko, a sytuacja jest rozwojowa. Ciągnie się to tygodniami.

Wskutek impasu w negocjacjach, rodzice Pana Młodego proponują, by tytułem końcowego uzgodnienia przedmiotu negocjacji oblubieniec mógł był obejrzeć oblubienicę w stroju Ewy, aka jak ją Pan Bóg stworzył. Po chwili konsternacji, rozwianej wszakże obietnicą godnego zamążpójścia i długoletniego szczęśliwego pożycia, rodzice Panny Młodej decydują się na przychylenie do żądań. W towarzystwie matki Panna Młoda wychodzi do pokoju obok, gdzie po chwili podąża również rozemocjonowany Pan Młody prowadzony przez ojca.

Mijają długie minuty, które jednak są niczym w porównaniu do miesięcy wyczekiwania młodych na efekt negocjacji.

Po godzinie Pan Młody wychodzi z pokoju wraz z ojcem. Na pytające spojrzenia wszystkich obecnych osób, oblubieniec odpowiada:

- No, eee, NOS MI SIĘ NIE PODOBA.


Brak komentarzy: