Otóż w przedwojennym małym miasteczku ma dojść do zaślubin pomiędzy młodymi wyznania mojżeszowego. Negocjacje trwają, rodziny oblubieńców wychodzą z kolejnymi kontrpropozycjami, młodzi uśmiechają się do siebie rzewnie i patrzą na się słodko, a sytuacja jest rozwojowa. Ciągnie się to tygodniami.
Wskutek impasu w negocjacjach, rodzice Pana Młodego proponują, by tytułem końcowego uzgodnienia przedmiotu negocjacji oblubieniec mógł był obejrzeć oblubienicę w stroju Ewy, aka jak ją Pan Bóg stworzył. Po chwili konsternacji, rozwianej wszakże obietnicą godnego zamążpójścia i długoletniego szczęśliwego pożycia, rodzice Panny Młodej decydują się na przychylenie do żądań. W towarzystwie matki Panna Młoda wychodzi do pokoju obok, gdzie po chwili podąża również rozemocjonowany Pan Młody prowadzony przez ojca.
Mijają długie minuty, które jednak są niczym w porównaniu do miesięcy wyczekiwania młodych na efekt negocjacji.
Po godzinie Pan Młody wychodzi z pokoju wraz z ojcem. Na pytające spojrzenia wszystkich obecnych osób, oblubieniec odpowiada:
- No, eee, NOS MI SIĘ NIE PODOBA.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz