11 stycznia 2009

motor

W piątek do korpo zajrzał L. po dłuższej nieobecności. Nieobecność była spowodowana tym.

Nie będę się rozpisywał, co się wydarzyło, bo to w skrócie widać na zdjęciach. L. czuje się już chyba lepiej, chodzi sam (choć na krok nie odstępuje go żona - w obawie przed blackoutem, który się może zdarzyć w każdej chwili), ma jakieś zabiegi fizykoterapeutyczne, psychologa, neurologa... 

Wraca. Wraca z długiej podróży. Na zwolnionych obrotach, wycofany, niepewny nawet słów których powinien użyć. Przedziwna mieszanka ulgi i niepokoju, gdy się na niego patrzy i z nim gada.

Dwa miesiące temu zazdrościłem  - luzu, przebojowości, układu. Bardzo dziwnie dziś się z tym czuję.

W sobotę rano otworzyłem oczy i spojrzałem na parę rzeczy z większej odległości. Może nie z takiej, z jakiej dziś patrzy na nie L., ale wystarczająco dużej, by zobaczyć, ile ich jest. No i wystarczająco małej, by sie nimi bardziej cieszyć.

Brak komentarzy: