15 grudnia 2008

korpo ssie

ssiepaue, bardzo konkretnie.

Impreza wigilijna - czyt. złoby i chlanie wódy pod choinką - korpo urządza w poniedziałek przed wigilią. Dla polepszenia integracji, dla obu korpodywizji w jednym mieście. Dla jeszcze lepszego polepszenia, haery słodko zachęcają niezwykłą możliwością obejrzenia koleżęstwa współpracującego live (przy wódzie, dla zachowania jak najlepszej jakości odbioru i miłych wrażeń), oraz równie niezwykłą atmosferą klubu w mieście nieodległym bardziej niż 150 km. Haery w mailu ponownie zachęcającym podkreślają, że to oczywiście kwestia naszego wyboru oraz tego, jakie mamy w życiu priorytety.

Otóż, drogie haery, nie takie mam, kurwa, priorytety w życiu. 

I mój pojebany work-life balance od Waszych mizernych wysiłków nie będzie wcale bardziej balanced.

I wreszcie, jeżeli zamiast dwóch autobusów pojedzie jeden - a pojedzie jeden - może zrozumiecie, że frekwencja na imprezach firmowych jest pochodną atmosfery w firmie, a nie, żesz mać, na odwrót.

No i już tak na koniec - odcinacie pośpiesznie wszystkie komunikatory, popularne portale, oraz inne atrakcje, zwane również niezbędną do świadczenia usług infrastrukturą, na co oczywiście w miarę inteligentni ludzie wyciągają broń  w postaci serwerów proxy i innych wynalazków, o Orange Free (firmowym) nie wspominając.

Jedna prośba, nie odcinajcie ludziom jobpilota.
Szybko im się przyda.

Brak komentarzy: