Impreza wigilijna - czyt. złoby i chlanie wódy pod choinką - korpo urządza w poniedziałek przed wigilią. Dla polepszenia integracji, dla obu korpodywizji w jednym mieście. Dla jeszcze lepszego polepszenia, haery słodko zachęcają niezwykłą możliwością obejrzenia koleżęstwa współpracującego live (przy wódzie, dla zachowania jak najlepszej jakości odbioru i miłych wrażeń), oraz równie niezwykłą atmosferą klubu w mieście nieodległym bardziej niż 150 km. Haery w mailu ponownie zachęcającym podkreślają, że to oczywiście kwestia naszego wyboru oraz tego, jakie mamy w życiu priorytety.
Otóż, drogie haery, nie takie mam, kurwa, priorytety w życiu.
I mój pojebany work-life balance od Waszych mizernych wysiłków nie będzie wcale bardziej balanced.
I wreszcie, jeżeli zamiast dwóch autobusów pojedzie jeden - a pojedzie jeden - może zrozumiecie, że frekwencja na imprezach firmowych jest pochodną atmosfery w firmie, a nie, żesz mać, na odwrót.
No i już tak na koniec - odcinacie pośpiesznie wszystkie komunikatory, popularne portale, oraz inne atrakcje, zwane również niezbędną do świadczenia usług infrastrukturą, na co oczywiście w miarę inteligentni ludzie wyciągają broń w postaci serwerów proxy i innych wynalazków, o Orange Free (firmowym) nie wspominając.
Jedna prośba, nie odcinajcie ludziom jobpilota.
Szybko im się przyda.
Szybko im się przyda.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz